Rdzeń naszego człowieczeństwa

Starożytny filozof grecki Sokrates pytał: jak należy żyć? Odtąd pytanie to echem odbija się przez dzieje i wzywa do gruntownej refleksji nad nami samymi jako jednostkami. Antropologowie stawiają problem pokrewny: jak żyjemy razem? Nie: „Kim jestem?”, lecz: „Kim jesteśmy?” Nie: „Co generalnie powinienem czynić?”, lecz: „Jak współdziałamy ze sobą?” Nie: „Co należy robić?”, lecz: „Co się robi?” A przecież kwestia wysuwana przez antropologów jest równie brzemienna w konsekwencje. [Sokrates nakłaniał do zastanowienia nad sobą (powiadał: „bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto”*); antropologowie podkreślaliby, że taka refleksja musi również objąć związki między nami, życie, które ze sobą dzielimy. „My” znaczy tutaj: my, ludzie. Jako gatunek cechuje nas ogromnie intensywna wzajemna troska, niezwykle silne zależności między poszczególnymi osobnikami. Fakt, że jesteśmy zwierzętami społecznymi, to nie tylko przygodna, akcydentalna właściwość naszej natury. On właśnie stanowi rdzeń naszego człowieczeństwa. Bez uspołecznienia zwyczajnie nie moglibyśmy żyć, nie moglibyśmy przetrwać jako istoty ludzkie. Maurice Godelier pisał: Judzie, w przeciwieństwie do innych zwierząt społecznych, nie żyją po prostu w społeczeństwie; ludzie tworzą społeczeństwo, by żyć”. Z perspektywy antropologicznej zatem żadne badania, które rozpatrują istoty ludzkie wyłącznie jako jednostki, nie mogą być pełne. Poznać siebie możemy jedynie w relacji z innymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *